RedakcjaRedakcja

19.04.2018 | Top5

KATARZYNA WARNKE: Lubię naprawiać to co się psuje

Jedna z najbardziej zmysłowych aktorek w polskim kinie, ostatnio zagrała w głośnych filmach, m.in. „Botoks" i „Kobiety mafii". Odważna zarówno w budowaniu ról, jak i w kreowaniu własnego wizerunku. Przed Wami Katarzyna Warnke.

  

 fot. Tomek Tyndyk

Zmieniłaś radyklanie fryzurę, specjalnie do roli zawodniczki MMA w nowym filmie „Klatka". O to prosił reżyser?

Katarzyna Warnke: To był mój pomysł. Właśnie ogoliłam głowę na łyso. Zainspirowała mnie do tego zawodniczka MMA Rose Namajunas, która odebrała niedawno mistrzowski pas Joannie Jędrzejczyk. Podoba mi się jej naturalność i wdzięk, spokój i konsekwencja. Ogolona głowa, moim zdaniem, dodaje jej wyrazistości, charakteru. Ale nie chodzi tu tylko o wygląd, ale o stan świadomości – wydaje się, że Rose ma agresję pod kontrolą, stosuje ją jako narzędzie w walce i nie traktuje starć osobiście. Imponuje mi jej postawa. Oprócz tej fascynacji konkretną zawodniczką, jest jeszcze jeden powód ogolenia głowy: chciałam sprawdzić, czym jest dla mnie kobiecość w jej esencji. Włosy przez wiele kultur traktowane są jako najważniejszy atrybut kobiecości, kobiecej seksualności: Żydówki po zamążpójściu golą głowy, a Arabki zasłaniają włosy. Chcę zobaczyć, kim jestem bez nich. Ogolenie głowy stało się dla mnie rodzajem pewnej inicjacji, momentem przejścia. Jestem joginką, a MMA to kompletnie obca mi przestrzeń. Cztery miesiące będę przygotowywała się do zagrania tej roli, trenując sztuki walki. Konfrontacja w walce to dla mnie wielkie wyzwanie psychicznie i fizycznie.

MK: Drastyczne skrócenie włosów pomaga w budowaniu postaci wojowniczki. A prywatnie co Tobie daje?

KW: Nigdy nie nosiłam krótkich włosów. Od zawsze celuję w kobiecości zmysłowej, wyrazistej, także w granych przeze mnie postaciach. Moja decyzja była świadoma, ale nie mogłam przecież znać jej konsekwencji. Na początku czułam się gorzej, mimo że na zdjęciach wyglądałam fajnie. Musiałam znaleźć dla siebie nowy styl. Nie twierdzę, że wraz ze skróceniem włosów należy stać się od razu „chłopczycą", a jednak potrzeba większej wyrazistości.

MK: Nigdy nie kryłaś, że wygląd jest dla Ciebie istotny. W jaki sposób dbasz o ciało?

KW: Wierzę w tzw. wiek biologiczny. Są specjalne urządzenia, które mierzą jakość twojego organizmu i komórek, szacując, w jakim są stanie. Mnie całkiem niedawno wyszło, że mam....16 lat (uśmiech). Od dawna uważam, że niezwykle ważna jest dieta. Stawiam na z warzywa, szczególnie zielone i obecny w nich chlorofil, który daje najwięcej szans na zdrowie. Istotny jest ruch, który przyspiesza metabolizm i regeneruje ciało. Mnie najbardziej pomaga joga, dzięki której m.in. dbam o kręgosłup, masuję narządy wewnętrzne i dbam o dobre krążenie krwi. Ostatnio przy treningach MMA mam dużo aktywności typu cardio. Rodzaj sportu warto dobrać do swojej osobowości i swoich możliwości. Namawiam, żeby wyznaczyć sobie jakąś dyscyplinę, taką na jaką nas stać. Nawet kwadrans dziennie, przez dłuższy okres czasu, może przynieść spektakularne efekty. Wiem, bo sama sprawdziłam.

MK: A jak się zapatrujesz na tak zwane poprawianie urody?

KW: Otóż nie mam nic przeciwko botoksowi czy wypełniaczom. Wyznaję podobną filozofię co dr Krzysztof Gojdź, z którym znamy się, od kiedy założył Holistic Clinic. Oboje uważamy, że umiar jest najlepszym rozwiązaniem. Ja po prostu lubię naprawiać to, co się psuje albo wręcz zapobiegać psuciu. Raz do roku zjawiam się w Holistic Clinic na zabiegu laserem frakcyjnym. Znajduję tydzień, w którym nie muszę się nikomu pokazywać, bo potem twarz przez kilka dni nie wygląda dobrze. Za to skóra, kiedy wraca do zdrowia, potrafi wyglądać lata młodziej. To działanie na głębokim poziomie: pobudzenie fibroblastów do produkcji kolagenu sprawia, że zmarszczki się wypłycają, poprawia się owal twarzy, wyrównuje koloryt. Lubię też zabiegi mezoterapii, w której podaje się igłą odżywcze składniki głęboko w skórę.

MK: Wiele osób jednak, odwrotnie niż Ty, Kasiu, ma problem z umiarem.

KW: A jednocześnie zupełnie nie przyznają się do jakichkolwiek zabiegów. Takiego podejścia nie rozumiem. Chcę też podkreślić, że cenię kobiety, które potrafią się starzeć bez żadnej ingerencji medycyny estetycznej. I są w tym piękne. Myślę szczególnie o aktorkach po siedemdziesiątce: Helen Mirren i Charlotte Rampling. Dbają o siebie, ubierają się świetnie, nie rezygnując ze zmysłowości. W tym wieku to naprawdę coś! Ważne, abyśmy wszyscy dali sobie prawo do tego, jak chcemy wyglądać. Bądźmy odważni i uważni, ale nie przesadzajmy w żadną stronę. I przede wszystkim nie rezygnujmy z charakteru naszej twarzy.

MK: Co jeszcze pomaga Ci pielęgnować piękno?

KW: Naturalna regeneracja, czyli sen. Z wiekiem coraz szybciej czujemy wyczerpanie. Tym się różnimy od młodszego pokolenia. Młoda osoba potrafi zarwać noc, wstać rano i wyglądać świetnie, bo po prostu ekspresowo się regeneruje. Z biegiem lat wszyscy potrzebujemy coraz więcej snu. Warto inwestować w wypoczynek.

MK: Świetnie. Powiedz, proszę, co dla Ciebie oznacza piękno?

KW: Przez dwa lata studiowałam historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim, więc w sposób naturalny interesowałam się tym pojęciem. Nadal mnie to zajmuje. I wydaje mi się, że w naszej rzeczywistości jest to zjawisko coraz bardziej obce. Bo piękno to wysoka idea. A obecnie zamieniono je na pospolite „ładnie". A to oznacza przyjemnie, przystępnie i łatwo. Piękno zaś nie musi być ani łatwe, ani ładne. Potrafi być za to porażające, wstrząsające, smutne, przejmujące, ale i zachwycające, porywające. Piękno komunikuje się z odbiorcą na głębokim poziomie, jest wyzwaniem. I jest nieoczywiste, dlatego, że można je odnaleźć również w brzydocie. Myślę, że piękno jest swego rodzaju emanacją siły. Świat, w którym króluje „ŁADNIE", jest moim zdaniem nudny i uproszczony, powoduje, że usypiamy, upodabniamy się do siebie jak klony, stępia się nasza wrażliwość i łatwo nas nabrać, kupujemy byle co.
Zaczęłam od ogólnych przemyśleń, ale tak naprawdę mówię o sobie. Dla każdej świadomej osoby kontekst, w jakim żyje, jest istotny. Kiedy wchodziłam do show-biznesu, zastanawiałam się, jak będę funkcjonowała. Zdecydowałam, że będę się komunikować z odbiorcami za pomocą mojego wizerunku. Celowo i świadomie jestem zmysłowa, kobieca, ale też jasno wyrażam swoje poglądy, czyli, mam nadzieję, łamię pewne stereotypy. Choćby takie, że jak jesteś feministką, to obowiązkowo (oczywiście według stereotypu) nie możesz być zmysłowa. A jeśli jesteś zmysłowa, to pewnie i wulgarna. Otóż wcale tak nie musi być. Czasami seksowny oznacza zapięty pod samą szyję, bo sekret tkwi w zmysłowości właśnie. A zmysłowość to przede wszystkim gra. Ścięcie włosów jest grą z moim własnym wizerunkiem. Eksperymentem. Myślę, że to także zadanie dla mnie samej, aby nie usypiać jako kobieta i aktorka. Od pewnego czasu czułam, że znalazłam swój styl, mam wypracowany określony wizerunek i wiem, w czym dobrze wyglądam, a w czym nie. A teraz, bez długich włosów, szukam zupełnie nowych środków wyrazów.

MK: Od kiedy zaczęłaś świadomie poszukiwać piękna w życiu?

KW: Chyba od zawsze. Nie wiem, na ile to moja osobowość, a na ile wpływ rodziców i ich wychowania. W domu rodzinnym mama dbała o formę i estetykę. Na przykład o to, aby były świeże kwiaty, zapalone świece. W Polsce bardzo mi brakuje elit, które mogą stanowić dobry wzór do inspiracji. U nas, co dla mnie niezrozumiałe, wciąż ma się elity w pogardzie. A myślę, że to ważne, aby mieć skąd czerpać wzorce. Na szczęście możemy znaleźć je za granicą, w filmach czy spektaklach, w książkach, w sztuce. Lubię dbać o codzienne, małe rytuały, zapraszać gości i świadomie budować atmosferę. Zauważyłam, że ludzie się nią „zarażają", cieszą.

MK: Najpiękniejszy moment Twojego dnia?

KW: U mnie wszystko zaczyna się od pierwszej kawy. Zawsze lubiłam poranki. Mam taki wewnętrzny budzik. Wstaję wcześnie, żeby wsłuchać się w nowy dzień, dać sobie przestrzeń na rozruch. Celebruję tę chwilę. Nie bez znaczenia jest filiżanka, z której tę kawę piję, a także jak przygotuję śniadanie. To mała radość codzienności, która buduje dobre samopoczucie i daje mi siłę, aby wyjść do świata.

MK: Masz potrzebę odwiedzania i w ogóle szukania pięknych miejsc?

KW: O, tak. Chyba nie będę oryginalna. Na mojej liście najpiękniejszych miast znajdują się: Rzym, Wenecja, Florencja i Paryż, w dużej mierze związane ze sztuką średniowiecza i renesansu. Trudno pobić ich wdzięk i urodę. Zachwyca mnie też kultura codzienności, obecna w tych miastach, czyli picie kawy przy maleńkich stolikach na chodniku, celebrowanie posiłków, picie wina. Moje ulubione miejsce wakacyjne to Grecja, nie tylko ze względu na piękno, ale i na kulturę obyczajów. Tam rozumiem, jak niewiele potrzeba mi do szczęścia. Przepiękne światło, kawałek chleba, oliwa i wino, i już możesz poczuć się królem świata (uśmiech). My, Polacy, nie mamy akurat tego typu przyjemności, bo nasz kraj cechuje inny klimat, historia, mentalność. Ale za to wybuch wiosennej zieleni sprawia, że wiosna jest wyjątkowa. O tej porze roku po prostu warto być w Polsce. Pięknym miastem jest też dla mnie Nowy Jork. Nie chodzi o urbanistykę, która wcale nie jest tam wybitna, tylko raczej o energię miejsca. Ona wypływa z szalonego tempa i z tego, że cały świat miesza się ze sobą w jednej przestrzeni. Nowy Jork jest piękny w sposób nieoczywisty.

MK: A piękny człowiek to kto?

KW: Ten, który nas wzrusza. Jeśli mówisz: „piękna kobieta" czy „piękny mężczyzna", to siłą rzeczy odnosisz się do cech płci. Masz na myśli piękno oczu, dłoni, piersi czy ramion. Bazujesz mimo wszystko na zewnętrzności. A piękny człowiek prawdopodobnie jest piękny moralnie, etycznie. Pomyślałam teraz o Greku Zorbie: on nie był święty, ale wyznawał urodę życia jako takiego, celebrował bycie tu i teraz, gloryfikował ten stan. Przywołam ponownie Rose Namajunas, która w swoim zwycięstwie widzi również osobę przegraną. I oddaje jej hołd. Kiedy zobaczyłam, jak obejmuje po walce Joannę Jędrzejczyk, wzruszyłam się. Rose nie buduje swojej wartości tylko na tym, że wygrała. Radością była dla niej sama możliwość przeżycia konfrontacji z odważną przeciwniczką. Wynik stał się drugorzędny. To piękne, prawda?

 

Rozmawiała: Magdalena Kuszewska

 

dr n.med. Krzysztof Gojdź z Katarzyną Warnke oraz Piotrem Stramowskim.

 

Komentarze

Wpisz wyszukiwaną frazę