RedakcjaRedakcja

15.12.2017 | Styl życia

Kto ma o tym pamiętać?

Cześć, mam na imię Amanda, mam 35 lat i od 9 lat prowadzę swoją firmę. W moim życiu odkąd pamiętam, zawsze wszystko było poukładane. Jak za coś się zabieram, zawsze dopinam to na ostatni guzik, nigdy nie obiecuję, jeśli nie mam pewności że mogę spełnić daną obietnicę, a za to co robię niemalże ręczę głową. Po prostu zawsze jestem, a raczej byłam na sto procent. Wszystko zmieniło się w ubiegłym roku podczas rodzinnego świątecznego wyjazdu. To wtedy po raz pierwszy zadałam sobie pytanie, kto ma o tym pamiętać i dlaczego do tej pory zawsze to byłam JA.

No dobrze, ale zacznijmy od początku. Bycie głową rodziny, czyli rolę mojej kochanej mamy przejęłam, kiedy skończyłam 17 lat. To właśnie wtedy mama przegrała walkę z rakiem szyjki macicy a ja i moja młodsza o 7 lat siostra zostałyśmy pod opieką taty, czyli kompletnie rozsypanego faceta przed czterdziestką. Jasne wtedy wszyscy bez wyjątku byliśmy rozsypani, ale niestety bardzo szybko okazało się, że życie wcale nie zatrzymało się, tkwiąc w tej naszej rozsypce, tylko bez najmniejszych skrupułów biegnie do przodu. Czasem wydawało mi się nawet, że złośliwie przyspiesza. Nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w naszej skrzynce na listy zaczęły piętrzyć się rachunki, potem wezwania do zapłaty, a przy kolejnej infekcji Michaliny okazało się, że w apteczce skończył się zapas leków, które pomagają jej oddychać. Michalina ma astmę i przy najmniejszej nawet infekcji zaczyna świstać, jakby się miała zaraz udusić. Jakoś tak dziwnie, dopóki mama żyła, wszystko w magiczny sposób nas omijało i wydawać by się mogło, że działo się samo bez jakiejkolwiek ludzkiej interwencji.

Przyspieszony kurs dorosłości

Taty mi było strasznie żal, on naprawdę bardzo się starał, ale wszystkiego musiał uczyć się od nowa i niestety nie był zdolnym uczniem. Dlatego, kiedy tydzień przed świętami światło w naszym domu zgasło i okazało się, że tata nie sprawdzał poczty elektronicznej mamy, a faktury za prąd nie były opłacane od kilku dobrych miesięcy, postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Tak naprawdę to właśnie wtedy wszystko się zaczęło. Zdałam maturę, dostałam się na studia i zostałam panią domu. Niezłe „kombo”, ale dziś z dumą przyznaję, że dałam radę. Mama na pewno czuwając z góry nad nami, maczała w tym swoje palce i udało się, nasz dom zaczął funkcjonować. Wszystko miało swój rytm i powoli wracało na normalne tory.

Jedno dziecko dwóch synów

Tomka poznałam jeszcze w liceum i na początku nic nie wskazywało na to, że kiedyś będziemy parą. Ok, przyznam się podobał mi się już od pierwszej klasy, był naprawdę bardzo przystojny i jak na chłopca w trudnym przecież wieku był po prostu gentlemanem. Później okazało się, że wylądowaliśmy razem na studiach … i nie tylko :). Do dziś jesteśmy w związku, choć nigdy nie zdecydowaliśmy się na małżeństwo, mieszkamy razem i wspólnie wychowujemy naszego syna Kamila. Kiedy się patrzy na nas z boku naprawdę nie ma się do czego przyczepić - rodzinka jak z obrazka. Problem niestety tkwi w tym, że ja opiekuję się nie jednym synem, ale dwoma. Prowadzę firmę, dom, zajmuje się Kamilem i staram się o wszystkim pamiętać. Na czas opłacam rachunki, pamiętam o regularnych wizytach u endokrynologa - Kamil ma problemy z tarczycą, robię zakupy, przegląd samochodu i dbam o to żebyśmy każdego dnia mogli wspólnie zjeść coś ciepłego. Co robi Tomasz? Pracuje i czasem wygląda tak jakby i to było dla niego zbyt wielkim wysiłkiem.

Syn swojej mamusi

To chyba najlepszy opis mojego Tomka. Wychowywany przez mamusię, jego rodzice rozstali się jak miał 3 latka, i od tamtej pory chyba nigdy nie musiał nic robić sam.

Dziś wiele się zmieniło, robi naprawdę bardzo dużo, ale niestety kompletnie nie umie zarządzać najważniejszą działalnością w naszym życiu – rodziną. Ja natomiast w oczach mojej teściowej uchodzę za tyrana z krwi i kości, który wymaga od Tomaszka rzeczy kosztujących go nieziemski wysiłek.

 Grudniowe podsumowanie

Od kilku dobrych lat tydzień przed świętami wyjeżdżamy na rodzinny 3 tygodniowy wypoczynek, zawsze staramy się wybierać miejsca, w których będzie to co lubimy najbardziej – ciepło. Do tej pory, czyli do ubiegłego roku udawało mi się o wszystkim pamiętać i zawsze nasze wyjazdy już na tydzień przed wylotem były perfekcyjnie dopracowane. Tym razem jednak było inaczej. Grudzień to już od kilku dobrych lat czas podsumowań, to właśnie wtedy robimy badania kontrolne, a ja obowiązkowo odwiedzam ginekologa. Tym razem wizyta była również banalnym uzupełnieniem antykoncepcji, czyli obdarowaniem mnie receptami, które powinnam wykupić jeszcze przed wyjazdem, żeby nie zaburzyć cyklu przyjmowania pigułek. Ja natomiast miałam na głowie podsumowanie trzech niezmiernie ważnych konferencji, niestety szef nie mógł mi tego odpuścić. Doba stała się więc dla mnie stanowczo za krótka.

Najprostsze bywa najtrudniejsze

Czyli kto jest winny. Zadanie było naprawdę proste, po powrocie od ginekologa wraz z listą niezbędnych na podróż zakupów zostawiłam konieczną do wykupienia przed wyjazdem receptę. Sama natomiast pojechałam kupić Kamilowi buty sportowe, bo te w których chodził do tej pory, okazały się za małe. Niestety jednak przypilnowanie kliku wydawać by się mogło, prostych rzeczy okazało się zbyt trudne – chyba liczyliśmy po prostu na siebie i tak oto proste czynności okazały się bardzo trudne. Wylecieliśmy, każde z nas z pełnym przekonaniem, że ta druga osoba wypełniła listę rzeczy, która była do zrobienia przed wylotem. A zatem odpoczynek czas start.

Budzik zawsze będzie budzikiem

Jego dźwięk choćby był najprzyjemniejszą melodią zawsze będzie niemiłym wspomnieniem zbyt szybko upływającej nocy albo… niewykupionej recepty.” Tomeeeeek”, mój krzyk tego wieczoru usłyszał chyba każdy gość hotelu.” Nie ma, nigdzie ich nie ma, gdzie są te cholerne pigułki” krzyczałam wściekła jak najwścieklejsza osa. Tomasz jak zwykle z anielskim spokojem odpowiedział : „Nie wiem przecież to Ty byłaś w aptece”. Jak to ja, przecież prosiłam, a regularność, endometrioza a szalone upojne noce i … antykoncepcja. Kto miał o tym pamiętać?

To właśnie wtedy po raz pierwszy zadałam sobie to pytanie, Kto ma o tym pamiętać?, Czy antykoncepcja to tylko mój kobiecy problem, czy może powinniśmy wspólnie o niej myśleć decydować i pilnować żeby wszystko miało swój określony czas. Regularność ma tu przecież ogromne znaczenia, a ja z pewnością nie dam sobie rady z drugim a w zasadzie trzecim dzieckiem.

Najlepsze myśli rodzą się w spokoju

To był wbrew pozorom wyjątkowo spokojny wieczór, każde z nas miało chyba własne przemyślenia na temat tego, co się wydarzyło. I choć sytuacja była z pozoru bardzo błaha, bo zdarzają się przecież o niebo większe problemy, była jedocześnie impulsem, który pozwolił nam się obudzić. Po powrocie to Tomek umówił nas do ginekologa i wspólnie rozmawialiśmy o tym jaki rodzaj antykoncepcji będzie dla NAS najlepszym rozwiązaniem, wybraliśmy długoterminową dając sobie 5 lat zapomnienia przynajmniej jeśli chodzi o antykoncepcję.

Niech moja opowieść będzie lekcją dla wszystkich Pań, które są święcie przekonane o tym, że to one mają o wszystkim pamiętać :)

 

Tagi: kobieta mężczyzna odpowiedzialność związek

Komentarze

Wpisz wyszukiwaną frazę