RedakcjaRedakcja

29.12.2017 | Styl życia

Zostałam mamą i co teraz?

Mama – słowo, które jeszcze całkiem niedawno wywoływało u mnie miłe wspomnienia i uśmiech na twarzy. Mam przecież najukochańszą mamę na świecie, z którą łączy mnie zupełnie wyjątkowa więź i bez zawahania się mogę powiedzieć, że to właśnie ona jest moją najlepszą przyjaciółką. Kilka miesięcy temu jednak wszystko się zmieniło i już sam dźwięk słowa „mama” wywoływał we mnie nieznane wcześniej uczucie lęku. Zostałam mamą i co teraz?

Planowana niespodzianka

Dziecko planowaliśmy już od jakiegoś czasu, nie wyglądało to jednak tak, że pilnowałam dni płodnych i kiedy prawdopodobieństwo zajścia w ciążę było największe, zaszywaliśmy się na cały dzień w sypialni. Po prostu chcieliśmy mieć dziecko, zrezygnowaliśmy więc z antykoncepcji, a resztę oddaliśmy w „ręce” losowi. Dlatego, kiedy spóźniał mi się okres, a test ciążowy pokazał wyraźne dwie kreski, była to dla nas niespodzianka, bardzo przyjemna, ale jednak niespodzianka.

Cudowne 9 miesięcy

Miałam 25 lat od 5 miesięcy byłam szczęśliwą mężatką i właśnie kończyliśmy urządzać nasze pierwsze wspólne mieszkanie – oczywiście na kredyt. Obydwoje mieliśmy i nadal na szczęście mamy, dobrą pracę oraz wspaniałych rodziców, którzy niemalże w każdej chwili służą nam swoją pomocą. Wiadomość o dziecku rozniosła się w naszej rodzinie w tempie błyskawicznym. Wydawało mi się, że jeszcze dobrze nie skończyłam jednej rozmowy telefonicznej, a już znów ktoś dzwonił. Dostawaliśmy też dziesiątki wiadomości z gratulacjami. To było bardzo miłe, wszyscy cieszyli się naszym szczęściem, a ja nie mogłam się doczekać, kiedy ona lub on pojawi się na świecie. Później, kiedy opadły już pierwsze emocje przyszedł czas na porady i dzielenie się doświadczeniami. Koleżanki, które ciąże i porody miały już za sobą, regularnie zarzucały mnie informacjami o porannych mdłościach, zmęczeniu, zgadze, opuchniętych nogach i bolącym kręgosłupie. Moja ciąża jednak zupełnie odbiegała od tych wszystkich „strasznych” opowieści. Przez cały ten czas nie dowiedziałam się jakim uczuciem są mdłości ciążowe, zachcianki miałam zaledwie kilka razy, zgaga pojawiła się na chwilę pod koniec drugiego trymestru, ale nie była zbyt męcząca i widocznie nie za specjalnie jej się u mnie podobało, bo szybko mnie opuściła. Siłą i energią natomiast mogłam obdzielić wszystkich wokół, bo zdecydowanie miałam jej nadmiar. Czułam się wspaniale, nie przytyłam dużo, a brzuch choć był pokaźnych rozmiarów, w niczym mi nie przeszkadzał – mogłam przenosić góry.


Nieproszony gość

To było jakieś dwa, może trzy tygodnie przed wyznaczoną datą porodu, wtedy w moim życiu pojawił się nowy kompletnie nieproszony gość – STRACH. I wcale nie bałam się porodu, do tego jakoś udało mi się wewnętrznie przygotować, wiedziałam że będzie bolało i to nawet bardzo bolało, ale uwierzcie mi nie tego bałam się najbardziej. Nagle bardziej niż kiedykolwiek wcześniej dotarło do mnie, że już wkrótce zostanę mamą. Maleńkie, bezbronne dziecko pojawi się na świecie i co dalej? Skąd nagle dowiem się jak być dla niego najlepszą mamą? Jak rozpoznam, że coś je boli, jak mam wychować je na dobrego człowieka, nauczyć stawiać czoła przeciwnościom losu, osiągać sukcesy, podnosić się, gdy upadnie a porażki traktować jak lekcje, które pomogą mu dotrzeć do wyznaczonego sobie celu? Ogromnie bałam się też tego, co stanie się z naszym życiem intymnym, czy będziemy mieli jeszcze czas dla siebie, czy dobrze zrobiłam decydując się na to, żeby mój mąż był przy porodzie i kiedy po wszystkim wrócę do pełnej sprawności seksualnej? Nie chcieliśmy od razu kolejnego dziecka, to zbyt duże obciążanie nie tylko dla naszej kieszeni, ale również a może nawet przede wszystkim dla mojego organizmu. Planujemy oczywiście drugie maleństwo, ale nie od razu, może za jakieś 3-4 lata. Miałam też zamiar karmić piersią przynajmniej przez pierwsze 6 miesięcy życia naszego maluszka, a stosowana przeze mnie do tej pory antykoncepcja, w żadnym wypadku nie nadawała się dla mam karmiących. Nie chciałam też, żeby mój mąż poczuł się odtrącony, ale jakimś cudownym zrządzeniem losu, wszędzie widziałam młode mamy z pokaźnym już brzuszkiem i małym dzieckiem często jeszcze w wózku.

Doskonale wiedziałam też o tym, że laktacja to nie jest skuteczna forma antykoncepcji. Dużo czytałam o tym, że zależna jest niestety od wielu czynników np. stałych pór karmienia czy określonej ilości mleka, którą maluszek powinien zjadać. Oczywiście słyszałam o istnieniu „pigułek”, które mogą być bezpiecznie stosowane nawet przez mamy karmiące, ale ja już dawno zrezygnowałam z tzw. codziennej antykoncepcji. Zawsze zapominałam o punktualnym przyjęciu kolejnej tabletki, a teraz kiedy będę miała tyle dodatkowych obowiązków, taka metoda z pewnością nie sprawdzi się w moim przypadku. Perspektywa była więc taka, że po porodzie będę młodą kompletnie wystraszoną, bezradną mamą, a mój związek prędzej czy później będzie chylił się ku upadkowi. Nie tak to sobie wcześniej wyobrażałam :(

Jestem mamą

Stało się, nadszedł ten dzień i … zostałam mamą! Skurcze obudziły mnie w środku nocy i ku wielkiemu zdziwieniu mojego męża byłam bardzo spokojna. Nie panikowałam, spokojnie sprawdziłam czy wszystko, co powinnam ze sobą zabrać znajdowało się w torbie, która już od miesiąca grzecznie czekała w przedpokoju na swoją kolej, a kiedy skurcze były już regularne i miałam pewność, że to nie jest fałszywy alarm, pojechaliśmy do szpitala. Nie będę nikogo oszukiwała, poród to nie jest bułka z masłem, ale też nie ma co przesadnie panikować jeśli przebiega bez komplikacji, spokojnie można to wytrzymać. Po kilku godzinach tuliłam już w ramionach najpiękniejsze dziecko świata i nie pamiętałam o bólu, który jeszcze przed chwilą mi towarzyszył. Naprawdę bardzo szybko się o tym zapomina. Obok mnie siedział mój dzielny mąż, który wbrew przepowiedniom swoich przyjaciół wcale nie zemdlał, nie wyglądał też na kogoś, kto nagle poczuł do mnie obrzydzenie, przed czym przestrzegały mnie koleżanki, które nie zdecydowały się na rodzinny poród. Z perspektywy czasu wydaje mi się nawet, że to było przeżycie które jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyło.

Strach ma wielkie oczy

Kilka tygodni po porodzie, kiedy minął pierwszy szok i okazało się, że nasze dziecko należy chyba do najgrzeczniejszych maluchów świata - potrafiło grzecznie przespać prawie całą noc- znów zaczęliśmy zauważać siebie. Wspólnie jednak podjęliśmy decyzję o tym, że powrót do współżycia odłożymy do czasu pierwszej kontrolnej wizyty u ginekologa. Uznaliśmy, że tak będzie najbezpieczniej niech o tym, czy to już czas wypowie się ktoś, kto się naprawdę na tym zna. Poporodowa kontrola rozwiała również moje wątpliwości dotyczące antykoncepcji. Okazało się, że dziś jest już kilka metod tzw. antykoncepcji niecodziennej, które bez obaw mogą stosować nawet mamy karmiące piersią. Ginekolog pomógł mi wybrać taką, która jest bezpieczna dla mojego dziecka i jednocześnie nie absorbuje dodatkowo mojej pamięci, idealnie wpisując się w obecną rolę młodej dumnej mamy :)


Macierzyństwo, przynajmniej na razie, nie jest wcale takie straszne. Dzielimy się obowiązkami, a zakochane w naszym maleństwie babcie i dziadkowie dbają o to, abyśmy mogli troszczyć się również o nasz związek od czasu do czasu dając nam „wychodne”. Przed nami na pewno jeszcze wiele wyzwań i problemów rosnących wraz z dzieckiem, ale dziś już oboje wiemy, że strach ma tylko wielkie oczy i wszystko daje się jakoś poukładać, wystarczy tylko chcieć.


Tagi: mama rodzina strach antykoncepcja poród dziecko

Komentarze

Wpisz wyszukiwaną frazę